Cel – wiosenny maraton – Tygodnie 5-6

Poniedziałek 7.11.2016 – czwartek 10.11.2016

Bez biegania, Co prawda czułem się coraz lepiej, nie miałem już gorączki, ale nadal trzymał mnie duszący suchy kaszel. Nie czułem się na siłach, żeby biegać, szczególnie że temperatura zaczęła oscylować w okolicach zera stopni.

Piątek 11.11.2016

Gdy się obudziłem, miałem podrażnione gardło i nadal kaszlałem. Po przeprowadzeniu krótkiej wewnętrznej batalii pomiędzy chęciami i rozumem, zdecydowałem się zostać w domu – to jest już drugi pod rząd Bieg Niepodległości, którego nie pobiegłem… Zacząłem robić inhalacje – może to przyspieszy proces wracania do zdrowia…

Wieczorem, jako że moje nogi były wypoczęte, przejechałem się 45 minut na rowerku stacjonarnym i porozciągałem się.

Sobota 12.11.2016

Plan: spokojne 7 kilometrów. Wreszcie zdecydowałem się wyjść wieczorem. Przebiegłem małe kółko. 7 kilometrów zajęło mi 38 minut wolnego biegu ze średnim tętnem na poziomie 139 uderzeń na minutę.

Niedziela 13.11.2016

Plan: spokojne 12 kilometrów – Trening przebiegał dobrze, poza słabą kadencją. Nogi były trochę zmęczone, ale ogólnie było ok. Czułem się dobrze i miałem nadzieję na powrót do treningu w pełnym wymiarze.

Wykonanie: 12,1km, 1:05:59, tempo: 5:27/km, śr. tętno: 144 (72%hrmax)

Poniedziałek 14.11.2016

Plan: trening siłowy – Zacząłem od 30 minut na rowerku stacjonarnym  z pięcioma interwałami Tabata na końcu (20s maksymalnego wysiłku na 10s przerwach). Potem wykonałem mój zestaw ćwiczeń. Czułem się mocno we wszystkich ćwiczeniach i nie miałem problemu z wykonaniem żadnego z nich.

Wtorek 15.11.2016

Plan na wtorek to było spokojne 12 kilometrów, ale okazało się, że każdy kolejny przebiegnięty kilometr był cięższy niż poprzedni. Nie wiem dokładnie co się stało, ale byłem tak zmęczony, że wróciłem do domu po siedmiu kilometrach.

moje-treningi-kepa-potocka-2016-11-15-tempo

Wykonanie: 6,92km, 0:40:32, tempo: 5:51/km, śr. tętno: 142 (71%hrmax)

Środa 16.11.2016

Planowałem spokojne 12 kilometrów, ale tak jak dzień wcześniej nadal nie czułem się dobrze. Byłem zmęczony i osłabiony. Dodatkowo miałem lekki ból kolana i biodra. Zacząłem bieg bardzo wolno i tak biegłem przez kilka kilometrów, czekając na to, że jak zwykle wstępne zmęczenie przejdzie po 10 minutach. Nic takiego się tym razem nie stało, a ja byłem coraz bardziej zmęczony. Nie chciałem zbytnio forsować się po chorobie, więc wróciłem do domu po siedmiu kilometrach.

Wykonanie: 6,87km, 0:40:23, tempo: 5:53/km, śr. tętno: 140 (70%hrmax)

Czwartek 17.11.2016

Dzisiaj bez treningu. Chyba jednak zbyt wcześnie wróciłem do treningów po infekcji i teraz mam nawrót 🙁 Wydaje mi się, że mam zaatakowane zatoki, więc będę musiał zostać w domu na kolejne kilka dni.

Piątek 18.11.2016

Odpoczynek i irygacje zatok. Mam nadzieję, że to zadziała.

Sobota 19.11.2016

Spokojny trening na rowerku stacjonarnym. Wolna godzina jazdy – śr. tętno: 121 (60%hrmax). Czułem się dobrze podczas ćwiczenia, ale później byłem zmęczony i śpiący.

Niedziela 20.11.2016

Odpoczynek.

Te dwa tygodnie były dla mnie bardzo przykre. Nadal mam trochę czasu w zapasie, dzięki długiej pierwszej fazie treningu, ale powoli kończą mi się te dodatkowe dni, więc będę musiał lepiej na siebie uważać w nadchodzących miesiącach. Następny tydzień zaczynam wyjazdem służbowym, więc jak wrócę we wtorek do domu to postaram się powoli wrócić do biegania. Symptomy choroby zasadniczo ustąpiły, poza okazjonalnym kaszlem, ale ten może jeszcze się przez jakiś czas utrzymywać. Mam nadzieję, że następne podsumowanie będzie bardziej optymistyczne i że będę mógł więcej napisać o treningach, a nie tylko o tym jak słabo się czuję.

Dodaj komentarz